surmacz
Zdjęcie: Maciej Piesch

Anna Humper siedziała w swoim londyńskim Gabinecie Psychoterapeutycznym w znajdującej się na południowym brzegu Tamizy dzielnicy Tooting i czekała na swojego ostatniego pacjenta – tajemniczego Edwarda.

Mężczyzna ten w e-mailu bardzo nalegał na spotkanie, dla którego złamała swoje zasady i umówiła go na ten sam dzień i poza kolejnością.

Edward miał mocne argumenty by Anna uległa – zaproponował, że za jej fatygę zapłaci podwójną stawkę. Było już po dziewiętnastej. Pacjent nie przychodził, ale wysłał esemesa w którym usprawiedliwiał spóźnienie „korkami na mieście”. Psychoterapeutka, będąca w trakcie rozwodu czterdziestolatka o twarzy małej dziewczynki i ciepłym, wyrozumiałym spojrzeniu, zwolniła do domu swoją asystentkę i została w gabinecie sama.

“Nienawidzę swojego życia. Nienawidzę facetów. Nienawidzę tego padalca, za którego wyszłam za mąż. Obleśny skąpiec. Kiedy przychodzą do mnie na terapie kobiety, które chcą ratować swoje związki, mam ochotę poradzić im by walczyły raczej o ratowanie swego mienia, ale nie po takie rady do mnie przychodzą. Ja najchętniej poradziłabym im, że to co było kiedyś wspólne powinny potraktować jako swój łup i pożegnać się z partnerem. Szybko, tanio i bezstresowo, ale nie po to pracuje by im było taniej. One nie chcą taniej. One chcą drożej. Chcą rozgrzebywać swoje rany. Taplać się w grzechach przeszłości i gotowe są za tą masochistyczną przyjemność słono zapłacić. Coraz trudniej jest mi nawet udawać, że chcę pomagać tym idiotkom. Najchętniej doradziłabym takim „rozbitym” by dobiły te konające uczucia, by nie marnowały życia na nurkowanie w ekskrementach miłości. Jedyny sens mojej pracy tkwi w pieniądzach. Płacą mi za dostarczanie złudzeń. Zarabiam na przedłużaniu agonii uczuć. W końcu na ogół rozstają się z hukiem, ale mają poczucie, że zrobiły wszystko „by ratować swoje życie”. Dobrze mi płacą to im dobrze radzę. One mają złudzenia, a ja mam na życie.”

Anna włączyła laptopa. Czas się jej dłużył, więc postanowiła postawić komputerowego pasjansa i nawet nieźle jej szło, gdy nagle zabawę przerwała rozładowana bateria. Obraz na ekranie zniknął a komputer trzeba było podłączyć do prądu i restartować. Anna straciła ochotę na kontynuowanie gry z komputerem. Odsunęła laptopa na bok i zapaliła papierosa. Zaciągnęła się dymem z cienkiego papierosa i poczuła jak rozluźniający mentol wypełnia płuca. Jej obfite piersi stały się jeszcze większe. Poczuła się zrelaksowana. Nigdy nie paliła w gabinecie, ale teraz życie stało się bardzo stresujące z powodu kłopotów osobistych i postanowiła trochę rozluźnić gorset swoich żelaznych zasad. Spojrzała na dłoń. Miała długie i zadbane, pomalowane na czerwono, paznokcie. Były jak szpony orła. Czerwień lakieru na paznokciach skojarzyła się jej z krwią rozszarpanych szponami drapieżnego ptaka ofiar. Miała w sobie takie napięcie, że z łatwością mogłaby komuś wydrapać oczy.

“Nienawidzę rozmemłanych słabeuszy płaczących mi do ucha, że: „żona zostawiła”. Zostawiła bo pewnie miała swoje powody. Po co to drążyć. Takim ludzkim chomikom najchętniej skracałabym męki skręceniem karku. Karykatury człowieka wydające piskliwe jęki. Mięczaki w muszlach przypominających z wyglądu mężczyznę. Humanoidalne ostrygi. Gardzę nimi. Jeśli ten namolny koleś okaże się krewetką to zgrilluję go, pokropię cytryną i zjem.”

Około dziesięć po siódmej z zamyślenia wyrwał Annę dzwonek do drzwi. Kobieta pospiesznie wcisnęła w popielniczkę niedopalonego papierosa i włączyła klimatyzację. Przeszła z gabinetu do recepcji i wychylając się przez kontuar recepcyjny nacisnęła guzik otwierający drzwi przychodni. Drzwi zabrzęczały i pojawił się w nich Edward, mężczyzna o masywnej, ciężkiej twarzy porośniętej siwym zarostem, wszedł do przychodni spokojnym, pewnym siebie krokiem. Spojrzenie miał zimne, pełne majestatycznego skupienia. W mężczyźnie było coś niepokojącego, coś, co Anna Humper wyczuwała, choć jeszcze nie potrafiła nazwać.

– Dobry wieczór pani doktor – powiedział mężczyzna z silnym wschodnioeuropejskim akcentem.

„Polack” – pewnie brutalny alkoholik znęcający się w imię ojca i syna nad swoją zahukaną Polką z gromadką dzieci, która nagle powiedziała mu „dosyć”. Jej już dosyć jemu nie starcza, więc przychodzi po poradę, jak jej wmówić by mu pozwoliła w dalszym ciągu znęcać się nad nią i rodziną. Nie ma sprawy. Za podwójną stawkę mogę go nawet nauczyć jak ją okładać by nie było śladów, ale skoro biega po wolności, to to już pewnie umie. Szkoda tylko dzieci. Na szczęcie to jakieś obce przybłędy. Pieniądze nie śmierdzą, a dzieci i owszem.

Ale Edward nie pasował do stereotypu polskiego emigranta jaki miała psycholożka. Pachniał drogimi perfumami, Na wstępie zapłacił bez targowania się umówioną stawkę, był dobrze ubrany, z modnie ściętymi włosami, zadbanymi paznokciami, sympatyczną twarzą, wyrażającą życzliwość. Tylko oczy miał inne. Zimne, pozbawione emocji i nienaturalnie jasnozielone – trochę jakby gadzie. Jednak to co najbardziej przykuło uwagę Anny to jego tyłek. Przez obcisłe spodnie kobieta potrafiła dostrzec zgrabne męskie pośladki. Anna powiedziała:

– Bardzo mi przyjemnie pana poznać. Spóźnił się pan dziesięć minut. Będę musiała skrócić o ten czas pana sesję. Mam umówione następne spotkanie.

Psycholożka zaprowadziła pacjenta do gabinetu na kozetkę. Edward ułożył się wygodnie w pozycji pół leżącej. Jego ręka swobodnie opadła w dół kozetki, tak, że opuszkami palców rozluźnionej dłoni dotykał miękkiej wykładziny dywanowej w gabinecie. Kobieta pilotem delikatnie przyciemniła oświetlenie i włączyła dyskretną, relaksująca muzykę. Pomieszczenie wypełniły delikatne, elektroniczne dźwięki płyty Vincenta Villuisa. Edward zamknął oczy i zrobił głęboki wdech. Po chwili wypuścił powietrze, podniósł powoli głowę i spojrzał na Annę. Oczy terapeutki zatrzepotały zalotnie przedłużonymi sztucznie rzęsami, zmarszczyła czoło i także westchnęła głęboko, dając znak Edwardowi by rozpoczął swoją historię:

– Pracuję w zawodzie już ponad dwadzieścia lat. Na początku praca sprawiała mi mnóstwo satysfakcji. Podchodziłem do niej z pasją i oddaniem. Jeszcze w Polsce, w latach dziewięćdziesiątych potrafiłem realizować do dziesięciu zleceń miesięcznie. Nawet nie pamietam twarzy wszystkich klientów. Zawsze starałem się, by zlecenia były wykonane na czas i bez zarzutu. Klienci nigdy się nie skarżyli…

“Ciekawe czy Polacy są dobrymi kochankami? Może ta cała emigracja nie jest wcale zła. Ten gość wygląda interesująco. Wydaje się być miły i subtelny. Napewno nie potrafiłby skrzywdzić nawet muchy. I opowiada z taką pasją o swojej pracy. Pomimo wschodniego akcentu mówi poprawnie po angielsku. Okazuje się, że nie wszyscy Polacy to wiecznie pijani troglodyci bez kasy i klasy? Opanuj się kobieto. Pamiętaj, że nienawidzisz facetów. Poza tym to pacjent. Anna Humper jest profesjonalistką i nie spoufala się z pacjentami. Na dodatek skoro przychodzi do psychologa to musi być z nim coś nie tak. Po co ci nowe kłopoty. Ciągle masz na głowie rozwód. Robisz to tylko dla pieniędzy. To nie jest facet tylko pacjent.”

– Ma pan rodzinę?

– Właśnie nie. To przez charakter mojej pracy nie mogę ułożyć sobie życia prywatnego. Planuję, by kogoś poznać, wrócić do ojczyzny i założyć rodzinę. Wie pani, jest takie miejsce w Polsce, gdzie równinę przecinają drogi białe i trochę zieleniejące od z rzadka porastającej je traw; ku nim, niby strumienie ku rzekom, przebiegają z pól miedze, całe błękitne od bławatków, żółte od kamioły, różowe od dzięcieliny i smółek.

– Musi tam być pięknie – komentuje Anna.

– Jeszcze nigdy nie widziałem takiego miejsca, znam je z książki Elizy Orzeszkowej, naszej wielkiej pisarki. Była Pani kiedyś w Polsce?

– W zasadzie nigdy nawet o tym nie myślałam. Zainteresował mnie Pan swoim krajem. Może wybierzemy się tam kiedyś razem?

Edward nic nie odpowiedział, tylko zdawał się trochę posmutnieć. Spojrzał na Annę, jakby naprawdę chciał ja kiedyś zabrać ze sobą do Polski, ale wiedział, że to nie będzie możliwe.

– Rozumiem, że jedyne kontakty towarzyskie utrzymuje pan z klientami.

– Skąd. Nie mogę nawiązywać kontaktów z klientami. Taka praca.

Anna spojrzała na leżącego mężczyznę. Miał spokojny oddech, płaski brzuch skrywała niebieska koszula wpuszczona w granatowe spodnie spięte błyszczącym prostokątem metalowej klamry brązowego skórzanego paska. Mogę się założyć, że potrafię rozpiąć mu rozporek jedną ręką i z zamkniętymi oczami. Ciekawe co ten „Polack” chce bym mu poradziła, żeby rzucił pracę, czy wręcz przeciwnie? Jak rzuci robotę, to nie będzie miał pieniędzy i stracę klienta. Skoro wytrzymał dwadzieścia lat w tej robocie to pewnie już się przyzwyczaił i jak przestanie pracować może wpaść w jeszcze większa depresję. W naszym wspólnym interesie będzie by pozostał w zawodzie. Najlepiej by było, żeby wziął kilka dni urlopu. Chętnie spędziłabym z nim wakacje. To interesujący mężczyzna. Chyba tęsknie do silnego, zdecydowanego, pewnego siebie faceta. Co taki gość robi na kozetce u psychoanalityka. To super facet. Tak ładnie opowiadał, że prawie odczułam sympatię do jego kraju, ale po co tam jechać skoro sami Polacy ze swojej ojczyzny tak chętnie uciekają do Anglii. Pewnie musi być coś bardzo nie tak z tą ich Polską. Najlepiej wyrwać się na kilka dni do Hiszpanii albo Portugalii. Polska niech będzie dla Polaków. Tych co jeszcze nie wyjechali do Londynu.

– Jest pan prawdziwym zawodowcem?

– Tak o sobie myślę. Nigdy nie zawaliłem żadnego zlecenia.

– Ale czy w dalszym ciagu posiada pan możliwości kontrolowania zachowań związanych z pracą?

– Raczej czuje, że poświęcam pracy coraz większej ilości czasu i zaczyna wypełniać mi całe życie.

– To tak, jakby praca zaczęła rządzić panem?

– Czasami tak się czuję.

– A lubi pan to co pan robi?

– Nie, ale ktoś to musi robić.

“Niestety świr. Klasyczny pracoholik. Totalna patologia. Bez przyjaciół i rodziny. Jedyne co ma w życiu to praca. Facet się wykańcza. Musi mieć kupę forsy na terapię. Nie pozwolę mu się wykończyć zbyt szybko. Będę go leczyła z jego nałogu powoli. Terapia będzie długotrwała i wielocyfrowa. Potrzebuje pomocy to mu pomogę. I tak na pewno jest w lepszym stanie niż mój stary samochód. Już dawno powinnam kupić nowe auto, ale zawsze były inne wydatki. Ten klient jest wart nowy samochód średniej klasy. Jak za każdym razem będzie mi płacił podwójna taryfę, to do świąt zarobię na nowego Opla Corsę, albo nawet Astrę.”

– Praca jest ważna w życiu człowieka – powiedziała Anna.

Edward zamyślił się. Spojrzał z ufnością w jej oczy i odpowiedział:

– Czuje się wypalony zawodowo. Chcę to rzucić. Mimo, że mieszkam w Londynie już ponad osiemnaście lat, to ciągle czuje się tu obco. Udało mi się sporo zaoszczędzić przez te lata. Chlałbym wrócić do Polski, kupić dom nad jeziorem, łowić ryby, może kogoś poznać. Chcę wracać do ojczyzny. Jeszcze tylko jedno zlecenie.

“Oj moja corsa odjeżdża beze mnie? „Wypalony”. Poza tym z depresji po utracie pracy także nie będzie się leczył u mnie, bo chce wracać do siebie na wschód. Nie oddam mojego nowego auta bez walki. Facet ma czym płacić za terapię, więc nie powinien z niej tak łatwo rezygnować. Mam nad nim przewagę. Jestem wytrawną psycholożką. Nie pozostawię go bez pomocy. To nie byłoby profesjonalne. Anna Humper tak nie postępuje. Jako członka królewskiego towarzystwa terapeutycznego obowiązują mnie pewne standardy zachowania. Ważne, żeby nowy samochód miał wbudowaną nawigację GPS. Drażni mnie korzystanie z telefonu komórkowego przymocowanego na przyssawkę do szyby jak gdzieś jadę. To nie wyglada fajnie.”

– Gwałtowne porzucenie pracy może spowodować u pana „zespół odstawienny – jest to zespół objawów występujących u pracoholika w sytuacji nagłego, całkowitego zaprzestania pracy. Paradoksalnie pana stan może się pogorszy a nie polepszyć.

– Tak, ale ja już zdecydowałem. Realizuje ostatnie zlecenie i przechodzę na emeryturę.

– Może powinien pan odstawić pracę stopniowo. W międzyczasie poszukać sobie jakiegoś hobby. Mogę przeprowadzić pana przez ten trudny okres. Dwa spotkania tygodniowo. Powiedzmy w poniedziałki i czwartki. Do świąt bożego narodzenia będzie pan innym człowiekiem. Radosnym i pogodzonym z sobą.

– Już jestem z sobą pogodzony – odpowiedział Edward.

– A czym właściwie Pan się zajmuje?

– Przysłał mnie tu pan Jonathan Humper, pani mąż. To znaczy… To znaczy, że jest pani moją ostatnią klientką – mówiąc to Edward uśmiechną się łagodnie do Anny i gwałtownym, ale bardzo wprawnym ruchem objął ją od tyłu tak, że była kompletnie obezwładniona.

Nie mogła nawet pisnąć bo usta kobiety zasłoniła wielka, męska dłoń płatnego mordercy. Anna próbowała się wyrwać, uciec, krzyczeć, wezwać pomoc, ale zupełnie nie mogła się uwolnić z obezwładniającego uścisku.

 – Nasłał na mnie płatnego zabójcę? Przecież Jonathan mnie kocha. Nie chciał się rozwodzić. To ja od niego odeszłam.

“To tylko żart. Ten gnojek chce mnie tylko nastraszyć. Nie dam mu się sprowokować. Nigdy by się nie zdecydował na zlecenie morderstwa. To mięczak. A jeśli to nie jest żart”

– Jeśli obiecasz, że nie będziesz krzyczeć to uwolnię ci usta – powiedział mężczyzna.

Anna nerwowym skinieniem głowy przyjęła warunek.

– Jeśli zaczniesz krzyczeć to skręcę ci kark. Rozumiesz?

“Ten Polack nie wyglada na żartownisia. Jeśli to dowcip Jonathana, to mu wyszedł. Przestraszył mnie śmiertelnie. Nie trać głowy Anno. To nie dzieje się naprawdę. Chcą cię tylko nastraszyć. Jesteś psycholożką. Znasz świetnie Jonathana. Odpowiedz sobie na pytanie czy w takiej sytuacji chciałby twojej śmierci? Czy byłby w stanie próbować cie zabić? Pewnie, że tak. Jonathan jest do tego zdolny. To nie jest żart. Kobieto co robić? Negocjuj, przeciągaj. Jeżeli nie zabił cie od razu, to znaczy, że jest nadzieja. Trzymaj się tego. Walcz.”

Edward ostrożnie zabrał dłoń z rozedrganych ust Anny. Kobieta zaczęła gwałtownie wdychać i wydychać powietrze, ale nie krzyczała. Starała się spojrzeć w bladozielone oczy mordercy.

– Mówił Pan o wypaleniu zawodowym. Może rzeczywiści powinien Pan rzucić tą robotę już teraz. Po co to panu? Zarobił pan już sporo.

– Nie mogę. Wziąłem już zaliczkę. Mąż pani zapłacił mi podwójna taryfę. Musze Panią zabić.

– Zwrócę panu wszystkie koszty i jeszcze nadpłacę premię. Zlecę zabicie mojego męża. Zapłacę potrójnie. Proszę mnie nie zabijać.

– Obawiam się, że to nie możliwe. Obowiązują mnie pewne standardy zawodowe. Nie mogę zabić zleceniodawcy na zlecenie klienta. To jakby jajko zniosło kurę. Takich rzeczy się nie robi. Rozumiesz?

– Tak, ale… – Edward z powrotem położył swoja wielką, męską dłoń na ustach Anny uniemożliwiając jej dalsze mówienie.

– Nie martw się. Jest jeszcze dobra wiadomość. Mąż pani prosił by przekazać, że bardzo ja kocha. Zapłacił mi podwójnie, bo chciał by wszystko odbyło się bezboleśnie i wyglądało na wypadek. Po pierwsze ze względu na pani komfort. Nic pani nie poczuje. Śmierć przyjdzie szybko i bezboleśnie. Po drugie chodzi o kwestie prawne, pan Humper nie chce mieć kłopotów z policją. Wypadek to wypadek. Zdarza się i nikt nie będzie tego drążył, ale przede wszystkim chodzi o polisę ubezpieczeniową. W sytuacji utraty przez panią życia w wyniku nieszczęśliwego wypadku, małżonek otrzyma największą kwotę odszkodowania. Jak widzisz Anno, mąż pomyślał o wszystkim. Będzie tak, żeby i pani się nie męczyła i by on był zadowolony. Taki zaradny facet. Nie rozumiem dlaczego chciała się pani z nim rozwieźć Anno?

Ciałem kobiety wstrząsnęły konwulsje. W oczach pojawiły się łzy. Anna rozumiała, że to już koniec. Desperacko próbowała coś powiedzieć, ale dłoń Edwarda w dalszym ciągu zasłaniała jej usta. Spoglądała w jego zimne zielone oczy prosząc o ostatnie słowo.

“Jonathan mnie kocha. Jeśli będę miała szansę to wrócę do niego. Wynagrodzę mu wszystko. Nie chce się już rozwodzić. Chcę żyć. Nie jest jeszcze za późno. Mam dopiero czterdzieści lat. Całe życie jeszcze przede mną. Rozumiem swój błąd. Mój mąż to delikatny człowiek i nie chce mojej śmierci. Musi tylko wiedzieć, że jestem gotowa wrócić, żyć z nim, wytłumaczę mu wszystko, przeproszę, będę się z nim kochała, jak tylko będzie miał ochotę. Będę totalnie posłuszna, oddana….”

Anna nie miała okazji wypowiedzieć tych myśli na głos. Edward wyszeptał jej do ucha:

– Nie martw się, wszystko będzie dobrze.

Potem jeszcze usłyszał tylko głuche chrupnięcie – to został przerwany rdzeń kręgowy. Napięcie mięśniowe w ciele kobiety ustąpiło, bo mózg Anny przestał przekazywać impulsy do raptownie zwiotczałego ciała. Jednocześnie w jej głowie nastąpiło intensywne zwiększenie ciśnienia krwi i zupełne niedotlenienie mózgu. Wszystko trwało około siedem dziesiątych sekundy. Oczy nabiegły krwią, źrenice rozszerzyły się maksymalnie, mózg się wyłączył jak program w laptopie, kiedy nagle skończy się prąd w baterii i trzeba wszystko resetować. Tylko, że życie to nie jest gra komputerowa. Nie można już było niczego cofnąć.

Edward jednym wprawnym ruchem, zupełnie bezboleśnie, zakończył czterdziestoletnie życie Anny. Udało się uniknąć bolesnego rozwodu. Kobieta, przytrzymywana przez mężczyznę, bezwładnie opadła na podłogę. Edward ułożył ją w takiej pozycji, by dobrze wyglądała. Kolana złączone, włosy rozrzucone w tyle za głową tworzyły swoistą blond aureolę wokół umarłej. Morderca wysłał do psycholożki wiadomość tekstową odwołującą wizytę. Potem starannie usuną wszystkie odciski palców.

Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnął banana i zjadł go patrząc na piękną Annę zastygłą z wyrazem zdziwienia na twarzy. Skórkę od banana położył obok zwłok w okolicach stóp denatki. Następnego ranka recepcjonistka znalazła ciało Anny Humper na podłodze w gabinecie psychoterapeutycznym. Wezwana na miejsce zdarzenia policja stwierdziła zgon w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Jako przyczynę śmierci przyjęto skręcenie karku w wyniku poślizgnięcia się na skórce od banana. Sekcji zwłok nie przeprowadzono. Policja ma swoje standardy i nie zleca autopsji w ewidentnych przypadkach. A szkoda, bo wtedy okazałoby się, że denatka wcale nie jadła banana.

Autor: Piotr Surmaczyński

3 komentarze(y)

  1. Tomasz Piątek napisał

    Śmieszne – bardzo angielskie, Saki by to lubił 🙂 Ale przy takiej grze stereotypami dobrze by było jeszcze bardziej “złamać” tę historię. Użyłbym trochę innego języka, sugerującego bardziej poważną narrację. I ponieważ bohaterka przez cały czas myśli różnymi stereotypami oszukując się raz tak, raz siak, a sam morderca ma swój jeden mit, w który wierzy niezłomnie – to ten jego mit też powinien mu zasunąć jakiegoś banana, że tak powiem 🙂

  2. izabela napisał

    zaczyna sie dobrze, wciaga, czarny humor, wypalona to jest raczej bohaterka psychoterapeutka, ktora mysli stereotypowo. w polowie gdy juz wszystko jest oczywiste robi sie smutno. to jest super scenariusz gdyby zlaczyc kilka roznych opowiadan I zrobic z tego filmik. byl taki hiszpanski o zachpwaniach w roznych sytuacjach, pokazane myslenie glownego bohatera ktore obraca sie przeciw niemu lub niespodziewanie na jego korzysc. generalnie dobre pioro

  3. Jaca napisał

    Dobry temat na bohatera. Polski zabójca na zlecenie w UK, ciężki akcent, ciężka ręka, wlokąca się za nim przeszłość jeszcze bardziej ponura niż obecny zawód. Widzę to. 🙂

Skomentuj