PolskaNa jednej z grup fejsbukowych padł ostatnio temat, czy królowa angielska wypowiedziała się na temat Brexitu. Temat hot, temat na czasie, bo każdy zastanawia się, co to będzie, jeśli większość zagłosuje za opuszczeniem UE.

Wielka niewiadoma czeka za referendum, które wygrają zwolennicy Brexitu. Dziewczyna, zapewne mieszkająca w UK, nazwała królową “naszą królową”. W sumie ma do tego pełne prawo, jeśli bowiem uważa się za obywatela, bo czuje ten kraj, tu pragnie żyć i wychowywać swoje dzieci i na logikę rzecz biorąc, szanuje też tradycje i wartości angielskie oraz uczestniczy świadomie w życiu kraju, w którym mieszka. Bardzo obywatelska postawa, tym bardziej jeśli dotyczy przyjezdnych. Nie ma też sensu doszukiwać się w takich deklaracjach zdrady Polski, sprzedawczykostwa i innych, bo szacunek do jednych wartości w tym wypadku nie wyklucza miłości do innych.

Wydaje mi się, że wielu z nas emigrując do innych krajów, tak bardzo strzeże swej polskości i korzeni, że zamyka się na wpływy nowego miejsca, mało tego, wszystko, co nowe staje się be. Podczas ostatniego pobytu w Polsce, kupiłam sobie koszulkę z nadrukiem “I love PL” i nosiłam ją dumnie na spacerach po osiedlu, na którym się wychowałam. Spotkałam koleżankę (Agata pozdrawiam), która mój T-shirt skomentowała stwierdzeniem, że skoro kocham, to dlaczego wyjeżdżam? I tu właśnie pojawia się sedno problemu asymilacji i współistnienia w nas samych dwóch światów, ojczyzny i nowego miejsca, które daje chleb i przyjemność życia. Odpowiedziałam jej, że dopiero fakt wyprowadzki do innego kraju uświadomił mnie samej, jak bardzo Polskę kocham. Wcześniej po prostu tam żyłam. Dopiero wyjazd otworzył mi oczy na fakt, jak wielkie znaczenie w moim życiu ma polskość. I dlatego ta koszulka. I dlatego, że szacunek do wartości nowego kraju nie wyklucza miłości do ojczyzny.

Nie mówię, że mnie nagle w UK podoba się wszystko i w związku z tym rzucam się w wir angielskiego konsumpcjonizmu i fanatycznego wręcz uwielbienia monarchii. Tak nie jest, wciąż nie znoszę Halloween, dziwi mnie ich podejście do świąt Bożego Narodzenia i wiele innych zwyczajów, które moim zdaniem zniszczył zalew jarmarcznych gadżetów. Ale tacy są i mają prawo ku temu.

Mimo wszystko i mimo różnic, które mnie Polaka czasami rażą, staram się nie zamykać na ich kulturę, więc próbuje rozmawiać z nimi jak najczęściej, opowiadać im o swoim kraju, ale słuchać też o ich życiu. Kupię moje córce brytyjska flagę, kupię angielskie książki, spróbuję angielskich przysmaków i zrobię zakupy również poza Polakiem. Bo okazuje się, że ich bułki (ale tylko bułki) też są idealne na smaczne śniadanie, a angielska kawa i brytyjskie ciastko mogą być naprawdę wyborne.

Wspieramy też lokalną społeczność uczestnictwem w wyprzedażach garażowych i całym tym święcie sąsiedzkiego życia, bo naszych sąsiadów bardzo lubimy i szczerze na ulicy wołamy “helo” do każdego, kto uśmiecha się do nas szeroko.Co więcej uwielbiamy poznawać Anglię, która na każdym kroku zaskakuje nas pięknem natury i bogactwem historii.

Nauczę więc moją córkę, że sposób w jaki żyją, co szanują i jakie mają wartości może być inny niż nasz, polski, ale to wcale nie oznacza że jest zły lub gorszy. Co więcej chciałabym także, by potrafiła szanować ich tradycje i ich wartości, bo nawet jeśli królowa jest nie moja, to jest królową i w swym majestacie zawiera kilkunastowieczną tradycję. W końcu jeśli szanujesz swoją babcię, to nie znaczy że nie szanujesz babci koleżanki?

Autorka: Ewelina J-ska

Skomentuj