Są takie dni, że masz ochotę nawet kapiący kran zatłuc młotkiem, lub bejsbolem, lub chociaż korzeniem marchewki byle tylko przestał Cię wkurzać.

ewelinaJakoś tak się w człowieku zbiera stres, strach, zmęczenie i ciągły bieg za kimś, za czymś, więc ni stąd, ni zowąd, nagle pewnego dnia pękasz i wybuchasz, a wszyscy wkoło wydają się tym faktem jakoś dziwnie zdziwieni.

Jasne, że nikomu ostatecznie krzywdy nie zrobisz… Olka więc żyje i ma się bardzo dobrze…

Trzeba po prostu przyznać przed samym sobą, że się jest TYLKO CZŁOWIEKIEM, zwykłą kobietą, a żadną tam super matką z nadludzką mocą w postaci niewyczerpalnej cierpliwości i jako ten zwykły szarak homo sapiens też ma się od wielkiego dzwona wszystkiego dość.

Ja w takiej chwili mam ochotę zamknąć się gdzieś, gdzie nawet światło słoneczne nie będzie mnie wkur*iać i wyłączyć wszystkie emocje.
Oczywiście zamknąć się nie mogę, bo obawiam się, że chwilowa medytacja może i przyniosłaby jakiś efekt, gorzej, że w chwili wyjścia z izolatki dostałabym palpitacji serca na widok sprawek, które poczyniła ma pociecha pod mą nieobecność.

Więc nie zniknę z powierzchni ziemi ani na upragnioną minutkę.

I jak tu się odstresować pozostając pod stałym naporem czynników stresujących?

Toż to zagadka wszechczasów!

Przecież trzeba się wyłączyć, trzeba się wyciszyć i znaleźć ujście dla emocji nim mundurowi założą waszej rodzinie niebieska kartę.

Więc spuszczasz z tonu i stajesz się na chwilę złą matką, co to woli zatopić wzrok w telefonie, albo najdurniejszym programie aktualnie puszczanym w tv (jak dobrze trafisz to pooglądasz obrady sejmu), tylko po to, by ulżyć sobie prostacko, bez zbędnego myślenia, analizowania…

Albo zapodajesz dziecku bajkę i leżysz gapiąc się w sufit, żeby odnaleźć tam siły do dalszego funkcjonowania w ramach społecznie uważanych za normalne.

Trzeba sobie umieć powiedzieć, że nie da się cały czas być superwystrzałową matką opiekunką sprawunków codziennych. Nie można być cały czas silnym, bo cholera skąd czerpać te siły? Można być czasem gorszą matką, taką co włącza bajkę, grę na smartfonie, albo zostawia dziecko samo z klockami, na chwilę, na kwadrans, co oznacza, że wcale nie jest się permanentnie ZŁĄ MAMĄ.

No bo lepiej tak, niż kręcić się jak psychopata i rzucać gromy na wszystko i wszystkich, bo czara się już przelewa, a ty nijak nie dajesz sobie spuścić ciśnienia.

Choć wtedy, znaczy się wtedy, gdy tak się odcinam, wtedy też czuję się tak nie do końca lepiej, bo mam wrażenie że porażka maca moje macierzyństwo, bo jakim prawem pozwoliłam sobie na słabość?

Taka presja jest, że masz być niczym mnich buddyjski w domowej alkowie, co to dziecku podczas wspólnych medytacji wykłada sens funkcjonowania świata, a podczas edukacyjnych i kreatywnych, niekończących się zabaw, naucza mądrości i praw wszechświata. Tylko nie da się zwyczajnie.

NO NIE DA SIĘ!

Więc, mnie zdarzają się takie dni, kiedy mam dość tego całego macierzyństwa i bije się w piers, ale padam wtedy na przysłowiowy ryj, psychiczne i fizycznie, bo wyssano ze mnie całą cierpliwość i siłę.

Tak, bywam okropną matką, taką co to krzyknie, żeby dziecko do pionu doprowadzić, bo wszystkie inne, pokojowe metody nie poskutkowały.

I tak. Żałuję tego potem bardzo, sumienie zżerają robale wyrzutowe, a ja czuję się parszywie.
I tak. Jestem tylko zwykłą mamą.

Dlatego mogę mieć dość.
Dlatego mogę być zmęczona.
Dlatego mogę być chodzącą bombą. Dlatego taka jestem dopóty, dopóki nie znajdę sposobu na odzyskanie równowagi i spokoju.

Więc wtedy np. daję dziecku flachę z wodą, trzy kubeczki i pozwalam jej zatopić nasz salon w kałuży, byle tylko dychnąć sekund pięć. Albo puszczam bajkę o ruskim niedźwiedziu i małej, przebiegłej dziewczynce, na której niewątpliwie moja Olka się wzoruje, po to tylko, żeby na niej, na mojej Olce nie odreagowywać swoich stresów i słabości.

Bo w końcu to niej jej wina, że matka ma gorszy dzień… Ona więc zajmuje się swoimi dziecięcymi sprawami, a ja pławiąc się w wyrzutach sumienia staram się zrelaksować.

Bo ona ma mieć spokój, ona ma mieć poczucie bezpieczeństwa, a nie widok na rozregulowany obraz kobiety będącej zazwyczaj spoko mamuśką.

Więc są czasami takie dni, że możesz się czuć gorzej. Możesz pragnąć się odciąć i odstresować i wtedy masz pełne święte prawo do tego, by zdjąć pelerynę super mamy, odwiesić ją na moment do kąta i ukradkiem sobie pochlipać albo potupać nogami ze złości.

Podobno tylko ludzie chorzy psychicznie się nie denerwują.

Autorka: Ewelina J-ska

 

Skomentuj