sw77Przechadzając się ulicami Londynu, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że język angielski jest tym ostatnim, który można na nich usłyszeć.

Setki tysięcy turystów, dosłownie z całego świata i okolic, a także setki tysięcy mieszkańców, których drzewa genealogiczne mają swoje korzenie wszędzie, tylko nie na Wyspach Brytyjskich. Ktoś powie, że to degradacja kultury tego kraju, ktoś inny wytoczy ciężkie, ksenofobiczne działa. I można, a czasem nawet trzeba, skakać sobie do oczu i prowadzić całodobowe, polityczne dyskusje na ten temat, ale moim zdaniem lepiej wsłuchać się uważnie w słowa jednej z piosenek Monthy Pythona i patrzeć zawsze na tę radosną stronę życia.

Bo przecież kulturowy tygiel jakim jest Londyn to “świat w pigułce”. Nie trzeba pokonywać tysięcy kilometrów, aby poznać zwyczaje, kulturę, kuchnie innych krajów. No nie będziemy się oczywiście kłócić, sam wolałbym poznać na przykład Jamajczyków na Jamajce, a nie na Brixton ale skoro już ich mam pod ręką? Chińczycy z China Town, Włosi z Portobello, Żydzi z Hendon, Hindusi z Wembley. I wszyscy przywożą tu ze sobą jakaś cząstkę swojego kraju. Smaki, zapachy, kolory. I świątynie. Daje sobie rękę uciąć, że nie ma na świecie religii, której reprezentantów nie ma w Londynie. Meczety, synagogi. Ale także te bardziej “kolorowe”. Bo jeśli masz ochotę zobaczyć i posłuchać mszy w stylu gospel, to nie musisz lecieć do Nowego Orleanu, wystarczy na Harrow, do kościoła Babtystów. A jeśli interesuje cię historia loży masońskiej, to najwięcej dowiesz się o niej w Freemason’s Hall, koło Covent Garden. Podejrzewam, że jakby się dobrze porozglądać, to i krótki kurs tworzenia laleczek Voo Doo można by w Londynie znaleźć.

Największe wrażenie zrobiły jednak na mnie świątynie hinduskie. Mam na myśli oczywiście te, ze zdjęć poniżej. Wszystkie trzy znajdują się w północno-zachodnim Londynie. Każda z nich jest otwarta dla odwiedzających i w każdej spotkacie się z miłym, przyjaznym przyjęciem. Należy oczywiście przestrzegać pewnych zasad, nie wolno na przykład robić w środku zdjęć, przed wejściem należy ściągnąć buty, ze względów bezpieczeństwa kontrolowane są również torby. Ale choćby tych obostrzeń było sto razy więcej, to i tak warto. Wszystko w nich zapiera dech. Kunsztownie wykonane zdobienia, wszechobecny zapach kadzideł i owoców, cicha rytualna muzyka. Inny świat. Niesamowita odskocznia od londyńskiego zgiełku.

Jeśli znajdziecie chwilę, to koniecznie odwiedźcie….. te miejsca. No właśnie. Chciałem napisać oryginalne, hinduskie nazwy tych świątyń, ale błagam – przecież to niewykonalne. Przy tych nazwach nasz rodzimy stół z powymał…, stół z pomyław…, stół z…. oj wiadomo, no to ten stół to mały pikuś. Niżej znajdziecie linki z dokładnymi informacjami, godzinami otwarcia, dojazdem. Miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć. Polecam.

…. stół z połymaw….. stół z połamy….. dam radę….. stół z powymyw……….

http://londonmandir.baps.org/
http://www.swaminarayangadi.com/london/
http://www.svnuk.org/

Autor: Maciej Macie

Zdjęcie: Maciej Macie
sw6
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie

Skomentuj