Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie

Ten król angielski Henryk Ósmy Tudor to on dziwnym człowiekiem był. 

Z jednej strony, to właśnie między innymi, dzięki niemu, możemy dziś podziwiać Oxford lub Westminster, do których rozbudowy walnie się przyczynił, ale z drugiej strony, jakby to powiedzieć dzisiejszym językiem… czasem za daleko odpływał od boi.

Miał mianowicie, ten Henryk Tudor, bardzo specyficzne podejście do małżeństwa. Tak sobie myślę, że z przysięgi małżeńskiej zapamiętywał jedynie frazę: “Aż śmierć nas nie rozłączy.” Żon posiadał w życiu sześć, za co oczywiście należą mu się wyrazy głębokiego współczucia, ale miał również dość frywolny stosunek do rozwodów. Nie bawił się w jakieś tam skomplikowane i czasochłonne procesy rozwodowe, ale temat ucinał szybko i zdecydowanie. Razem z głową małżonki. Tak niestety skończyły dwie z jego wybranek.

Przez rozwód z małżonka pierwszą, król Henryk wziął także rozbrat z papieżem i kościołem katolickim, przy okazji ścinając ponad 70 tysięcy katolików (co on miał z tym ścinaniem?). Jakby nie pisać, to grzeczny ten Henryk nie był, ale jest coś, za co będę mu wdzięczny do deski grobowej. To “coś” to Hampton Court Palace. Choć, jak podają źródła, przebywał osobiście w pałacu jedynie 811 dni (jaka dokładność kronikarzy, kartę jakąś podbijał czy co?), to właśnie za jego władania, pałac nabrał kształtów jakie możemy dzisiaj podziwiać.

Jeśli mówi się w Londynie, że coś jest niedaleko, to ma się oczywiście na myśli promień jakichś 100 km, ale pałac w Hampton jest naprawdę “tuż za rogiem”. Około 30-tu minut kolejką od stacji Waterloo.

Ktoś zada pytanie: “No dobra kolego, no to co tam jest takiego ciekawego w tym, co to piszesz Hampton, hmm? To ja odpowiem…..   wszystko. Przepiękny deptak nad Tamizą. Przystań jachtowa. Pałac i przylegające do niego ogrody. I jelenie.

W Richmond Park, jelenie również biegają sobie po wolności, ale żeby je zobaczyć trzeba się trochę nachodzić. A w leżącym obok Hampton Palace parku Bushy, są na wyciągnięcie ręki. Jak widać na zdjęciach, niespecjalnie przeszkadza im towarzystwo człowieka. To niezapomniane uczucie, usiąść na trawie i przekąsić coś smacznego, mając obok dzikie zwierzę. Sam Bushy Park też ma w sobie coś specyficznego. Niby niezadbany, taki pozostawiony sam sobie, ale widać że ktoś do tego “naturalnego bałaganu” przykłada rękę.

Pałac – to temat na osobną opowieść. Trzeba po prostu wysupłać te niecałe 20F i na własne oczy zobaczyć. Ostrzegam jednak, że godzinka nie wystarczy. Zarezerwowałbym na waszym miejscu trochę więcej czasu na zwiedzanie. Tym bardziej, że nabyty bilet uprawnia równocześnie do skorzystania z atrakcji Magicznego Ogrodu, bardzo fajnego placu zabaw dla dzieci.

Warto również “pokręcić” się po okolicy. Ja trafiłem na przykład na dom, w którym mieszkał był Pan Fahrenheit. Dla mniej wtajemniczonych, ten Pan nie był niestety twórcą dość popularnych perfum, wynalazł jedynie kompletnie nikomu niepotrzebną i niezrozumiałą skalę pomiaru temperatury. Na marginesie zmarł właśnie w Pałacu Hampton.

Myślę, że dla wszystkich lubiących łazikowanie, to miejsce powinno być “lekturą obowiązkową”. Niby Londyn, a jakoś tak sielsko. I ten Henryk. No ciągle włącza mi się  dziwny ciąg skojarzeń…

Henryk… żony… rozwody… Hampton… jelenie… poroża… uuuu. Śliski temat. Bardzo śliski.

W linku poniżej znajdziecie informacje na temat godzin otwarcia pałacu i szczegóły dojazdu. Aha. Jeśli wybierzecie podróż pociągiem, zwróćcie uwagę na to, aby jechał przez Hampton Court, a nie samo Hampton. Można się pogubić.

Dobrej zabawy.

http://www.hrp.org.uk/hampton-court-palace/#gs.=ofvfzo

Autor: Maciej Macie

Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie
Zdjęcie: Maciej Macie

 

Skomentuj