bloodManchester w roku 1966, Ania Walewska ma dziesięć lat. Jest inna, ale nie bardziej niż inni, jej przyjaciele z sąsiedztwa. Ich rodzice również przybyli skądś. Z Grecji, Jamajki, Irlandii. Łączy ich język, który znają i rozumieją najlepiej, czyli angielski.

Ania, Dermot, Ossie i Manuela różnią się od swoich rówieśników tym, że nie są Anglikami, ale są tutejsi. Problemem są wymagania dorosłych, którzy sami nie są stąd, więc chcieliby, aby ich dzieci, tak samo jak oni, byli również stamtąd. A dzieci nie rozumieją tych potrzeb, i o tym w dużej mierze opowiada książka „With Blood and Scars” autorstwa B.E. Andre.

„Polska Land” nieustannie Ani doskwiera, wciąż wyłazi do wierzchu i wymaga, by ulegać jej dziwadłom. Odległa, szeleszcząca trudnym językiem, którym zmuszona jest mówić, ziemia rodziców i dziadków. Przegranego powstania, które nie wiadomo dlaczego ciotka nazywa zwycięskim. Biedna kraina, bo mama wysyła tam nawet herbatę.

B. E. Andre w kapitalny sposób rysuje ów świat dziesięciolatków z Manchesteru, opisując go z tej właśnie, dziesięcioletniej perspektywy, bezlitosnej i niepoprawnej, autentycznej. I to jest ogromną zaletą tej książki. Szczerość narratorki, język, zwinność akcji i dialogu, wreszcie humor i obecny tu także dramat, czynią z tej powieści lekturę konieczną by lepiej zrozumieć tych Polaków, którzy rodzili się w Anglii w pierwszej dekadzie po wojnie. Być może stanowić będzie ta książka dodatkowy klucz do zrozumienia także tych, którzy rodzą się tutaj teraz.

Powieść B.E. Andre uderza narracją, w której mało jest miejsca na wyrozumiałość dla doświadczeń rodziców i dziadków, bo dziesięciolatka nie może im współczuć, ona ich kompletnie nie rozumie. Jest to zabieg, którym autorka zwolniła się z odpowiedzialności wobec zarzutu o zbytnią jednostronność obrazu tej polskiej schedy, sportretowanej w symbolicznej rodzinie Walewskich. Schedy opisanej niemal bez cienia sympatii. Pomnik czerwonych maków ze wzgórza Monte Casino leży tutaj, potłuczony w lamusie pajęczyn z kurzu, obok porwanego na strzępy wyznania wiary polskiego dziecięcia. Nie ma tu chwały bohaterskich czynów ojców i ofiary kobiet, złożonej na Syberii. Szkoła sobotnia. Koszmar. Przebrzydła coroczna kolonia w Penhros. Ania wolałaby spędzić wakacje wśród przyjaciół z podwórka. Żenujący strój krakowianki. Kościół, do którego nie wiadomo po co każą chodzić, i to w każdą niedzielę. Pogrzeb jakiegoś generała, który nie wiadomo dlaczego kiedyś dziękował tacie – przecież tato nic dla niego nie zrobił. I wreszcie te ciągłe tyrady o wojnie, o jakiejś zdradzie, jakimś honorze, i że niby dlaczego tata powtarza, że jesteśmy jak te bezdomne psy?

I wódka. Tato spotyka się z kolegami i wtedy zawsze jest wódka, a potem przychodzą do domu i też jest wódka, i zawsze dowcipy o Żydach. Mała Ania nie umie przedrzeźniać gwary warszawiaka, mała Ania umie przedrzeźniać Żyda, jak jej tata.

Narracja powieści „With Blood and Scars” toczy się w tonie głębokiego dystansu do wojennej traumy pokolenia rodziców i dziadków, i do wszystkiego, co charakteryzuje i wyznacza granice ich świata. Do przeżyć przeszłości, niechcianej lecz świadomie przyjętej roli wygnańców, do kościoła i wiary, do obyczajów. Rok 1966 to konkretne wydarzenia, zwycięstwo nad Niemcami w Pucharze Świata, wszędzie, niczym jakaś plaga – Beatlesi. Wietnam, wojna w Wietnamie. Wojna. I pośród tego wszystkiego manchesterscy Polacy, który nie mają niczego i nic ich nie obchodzi – ponad ich wojną. Ich przeszłością. Sajgon nieistotny – utyskuje ktoś więcej już, niż tylko narratorka, bo co może dziesięciolatkę obchodzić Sajgon? A więc nie tylko perspektywa dziecka.

Narracja, która oplata „Polski Land” potrafi zaboleć, ale warto poznać ów punkt widzenia, gdyż być może jest on niestety najbliższy prawdzie ludzi, którzy będąc Polakami, urodzili się poza Polską i nigdy nie stali się mieszkańcami kraju swoich korzeni. Jakże często do dzisiaj jawi się on wielu wyłącznie przez pryzmat pierogów, posiadania tylko dwóch miast („byłam w Warszawie i Krakowie”), i biedy. „Kiedy Polska będzie bogata?” brzmi pytanie nieraz zadawane nam, którzy nie urodzili się tutaj. Trywialne pytanie kogoś, kto zapomniał, że jego rodzice nie zawsze zostawali tu, bo groziła im kara śmierci. Zostawali tu również dlatego, iż lepiej było nie wracać do kraju skrajnie zniszczonego wojną. Zadają takie pytania ci, których widnokrąg życia wyznacza jedynie posiadanie domu w odpowiedniej dzielnicy i stosownie wykształconych dzieci. Czy mogliby zrozumieć tych, którzy mimo faktu, iż Polska nie jest „bogata”, chcą do niej wrócić, gdyż chcieliby być u siebie? O tym również podskórnie opowiada ta książka, a czyni to postacią Witka Walewskiego, żołnierza Szarych Szeregów, który walczył w Powstaniu Warszawskim i któremu dziękował za to generał Bór-Komorowski, kiedy odwiedzał swoich chłopców w szpitalu. Ojciec Ani wiódł swoje życie w poczuciu wyobcowania i bezdomności. Jakże przejmująca jest to biografia.

Autorka: Elżbieta Sobolewska

blood and scars

Skomentuj